Przejdź do menu głównego | Przejdź do treści | Przejdź do wyboru wielkości czcionki | Przejdź do mapy strony | Przejdź do osób | Przejdź do wiadomości | Przejdź do wydarzeń | Przejdź do instytucji | Przejdź do wyszukiwarki wydarzeń |

Miasto Stołeczne Warszawa

Dziesiątki miejsc na poranne spacery

Wydarzenia


Prawda o polskiej wsi jest o rzut beretem stąd
Życie Warszawy, str. 8, 15-10-2008, autor: Igor Seider

- Fotografuję ludzi, którym nie do końca się w życiu poszczęściło - mówi Tomasz Tomaszewski o zdjęciach, które zobaczymy jutro na wystawie "Rzut beretem". Ubóstwo, rozpadające się domy i ich smutnoocy mieszkańcy przeczą obrazowi "wsi wesołej".
Pomysł stworzenia cyklu fotografii pokazujących życie na dotkniętych ogromną biedą terenach popegeerowskich chodził po głowie Tomaszowi Tomaszewskiemu już od dawna. - Brakowało jedynie środków, żeby zrealizować go w odpowiedniej skali - mówi fotografik - Na szczęście zupełnie przypadkiem pojawili się sponsorzy, którzy mi w tych wysiłkach pomogli.
Dzięki nim w latach 2007 -2008 w kilkunastu byłych PGR--ach powstały tysiące zdjęć, którymi autor opowiada o codzienności ludzi i miejsc, gdzie, jak sam mówi, "nic nie chce się wydarzyć". Stąd daleko do szerokich i gwarnych ulic Warszawy czy Krakowa. To opowieść o tym dziwnym świecie i jego mieszkańcach, których mijamy w tle, pędząc gdzieś samochodem.

Daleko od szosy
- Tu nie ma miejsca na uniwersalizm - tłumaczy autor "Rzutu Beretem". - To wycinek tego, co nazywa się kondycją polskiej wsi. Na wystawę wybrałem 60 prac, które są w stanie najbardziej zaskoczyć widza, pokazać świat, którego nie zna.
Z doskonale wykadrowanych planów patrzą na nas mieszkańcy zupełnie innej rzeczywistości. Trudno uwierzyć, że w takich warunkach żyje w XXI w. w środku Europy kilkaset tysięcy młodych ludzi. Na ekspozycji nie będzie jednak szukania taniej sensacji. Zgodnie z zasadą Tomaszewskiego, ludzie są zawsze podmiotem, a nie przedmiotem zdjęć. Jak sam mówi o swoich bohaterach:
- Nie ze swojej winy urodzili się przecież w PGR-ach. Teraz Polska się dynamicznie zmienia. Zanim wszystko nam wybrukują i wyłożą do końca kostką Bauma, warto by uhonorować ludzi, którzy nas żywią.
Tomaszewski nie był jednak przez nich witany z honorami. Obcy człowiek z dużym aparatem to niemal na pewno ktoś, kto chce ich wykpić lub ośmieszyć. Zdobycie zaufania trwało czasem wiele godzin, nawet dni. Jednak czekanie opłaciło się.
- Przeważnie udawało mi się przekonać moich bohaterów, że nie chcę ich skrzywdzić - wyjaśnia fotograf. - Gdy mnie zaakceptowali, często udawało mi się uchwycić ich w bardzo intymnych sytuacjach.

Obiektyw jak lufa
Ta wystawa to także dobra okazja, by przyjrzeć się kondycji naszej fotografii reportażowej i dokumentalnej. Coraz częściej bywa ona marginalizowana jak nierentowne PGR-y. To znak czasów, że ważne tematy wypierane są przez agresywne zdjęcia, które uwodzą nas jedynie pustym kolorem, a forma zastępuje w nich treść. To przez tę brutalizację fotografii ludzie zaczęli traktować obiektyw jak lufę wymierzonego w siebie pistoletu.
- 20 czy 30 lat temu obowiązywały bardzo proste reguły i zasady - mówi Tomaszewski. -Ja jestem wierny zasadom. Dlatego moja wystawa jest trochę na przekór temu, co jest teraz w fotografii modne.
Nam pozostaje się z tego faktu jedynie cieszyć. Z Warszawy ekspozycja pokona dystans dłuższy niż rzut beretem i pokazywana będzie w Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Gdańsku. Może do tej listy powinno się dołączyć Bolegorzynę, gdzie w lipcu tego roku powstało pierwsze Muzeum Państwowych Gospodarstw Rolnych. To jeden z niewielu przykładów, że w PGR-ze nie wszystko musi upadać. Coś wartościowego może także powstać.