Przejdź do menu głównego | Przejdź do treści | Przejdź do wyboru wielkości czcionki | Przejdź do mapy strony | Przejdź do osób | Przejdź do wiadomości | Przejdź do wydarzeń | Przejdź do instytucji | Przejdź do wyszukiwarki wydarzeń |

Miasto Stołeczne Warszawa

Dziesiątki miejsc na poranne spacery

Instytucje


Zamek Królewski: dary trafią na aukcję
Dziennik (281), 02-12-2008, artykuł na stronie 1 / warszawa, autor: Dominik Kaźmierski

Pieniądze z licytacji zostaną przeznaczone na zabytkowe eksponaty

Pierścionki, obrączki, sygnety, bransoletki, zegarki, obrazy, a także porcelana i meble. Wszystkie te cenne przedmioty przekazane ponad 30 lat temu przez Polaków i Polonię na odbudowę Zamku Królewskiego trafią na aukcję.

"Rodacy! Polki i Polacy w kraju i na obczyźnie! Warszawiacy żyjący w odrodzonej stolicy! Warszawiacy rozsiani po całej Polsce! Warszawiacy mieszkający w różnych krajach świata! Zamek Królewski będzie odbudowany. Podniesiemy go z ruin wspólnym, narodowym wysiłkiem" - apelował w styczniu 1971 r. OKOZK, na czele którego stanął prof Stanisław Lorentz. . Efekty apelu przerosły najśmielsze oczekiwania komitetu. Do wielkich skarbonek na pl. Zamkowym ustawiały się kolejki. Do Warszawy zaczęły przyjeżdżać wycieczki z zakładów pracy i szkół, których najważniejszym punktem programu było wrzucenie pieniędzy do odbudowę zamku.
- Po raz pierwszy zobaczyłam odbudowę Zamku Królewskiego ok. roku 1972. Byłam pod wielkim wrażeniem tempa prowadzonych tam prac wspomina Bożenna Leśniewska, emerytowana nauczycielka z Poznania. - Od tej pory zakochałam się w warszawskim Zamku Królewskim i staram się go odwiedzać za każdym razem, kiedy jestem w stolicy - dodaje.

- Jednak do skarbonek wrzucano nie tylko pieniądze, ale i cenne rzeczy. Po ich otwarciu znajdowano w nich złotą i srebrną biżuterię - obrączki, łańcuszki, pierścionki, a także złote koronki dentystyczne - mówi Krystyna Łubieńska, główny inwentaryzator Zamku Królewskiego. - Komisyjnie zdecydowano o przetopieniu mniej cennych przedmiotów. Fundusze pozyskane w ten sposób zostały przekazane na specjalne konto, które wspomaga zakup eksponatów do wystroju zamkowych wnętrz - dodaje.

Wiele osób przynosiło też dary wprost do zamku. Powód? Nie mieściły się w skarbonkach. Niestety, choć dla darczyńców były one drogocenne, to nie spełniały wymogów pozwalających zaprezentować je na ekspozycji. Zamek nie mógł ich też zlicytować, bo ówczesne prawo na to nie pozwalało. W efekcie kilkaset rzeczy na ponad 30 lat trafiło do magazynów.

Teraz część z nich postanowiono spieniężyć. W sumie przygotowano do sprzedaży 233 przedmioty, których ceny wywoławcze zaczynają się od kilkudziesięciu złotych, a kończą na kilku tysiącach.
Oprócz biżuterii i mebli na liście są m.in. porcelana, obrazy, ikona, kryształowy żyrandol, skóra tygrysa syberyjskiego. - Są to przedmioty kolekcjonerskie, które zostały nam przekazane z intencją wykorzystania ich dla dobra zamku. Pierwszą ich selekcję zrobiliśmy już kilka lat temu, jednak dopiero teraz udało nam się zorganizować aukcję. Trzy tygodnie temu odbyła się ostateczna wycena ich wartości - mówi Łubieńska.

Przedmioty będzie można obejrzeć na specjalnym pokazie w piątek w zamkowym lapidarium w godz. 10-15. Natomiast aukcja jest zaplanowana na sobotę 6 grudnia w Sali Kinowej. Początek o godz. 11. Pełny katalog aukcji wraz z jej regulaminem jest do pobrania ze strony internetowej Zamku Królewskiego. Jeżeli akcja spotka się z dużym odzewem, być może niedługo zostanie zorganizowana kolejna aukcja. Tym razem będą to numizmaty, których jest ok. 2 tys.

KOMENTARZ
W zbiórce pieniędzy pomogła nam także żona prezydenta Mościckiego
MARIAN MAREK DROZDOWSKI, członek Społecznego Komitetu Odbudowy Zamku królewskiego: Miałem zaszczyt współpracować z prof. Stanisławem Lorentzem, głównym pomysłodawcą akcji. Ok. 1970 r. rozpisaliśmy ogólnokrajową ankietę z pytaniem "Czy naród życzy sobie odbudowy warszawskiego Zamku Królewskiego?". Przeszło 80 proc. ankietowanych powiedziało "tak". Akcję zbierania pieniędzy na ten cel, które miały pochodzić nie od władz, a jedynie ze środków społecznych, rozpoczęliśmy wśród Polonii szwajcarskiej. Bardzo nam wówczas pomogła żona Ignacego Mościckiego, ostatniego przedwojennego prezydenta ER. Popierały nas także Kościół, organizacje społeczne, jak choćby Towarzystwo Przyjaciół Warszawy. Jeśli chodzi o wysokość datków, prym wiódł kraj. Polacy wrzucali pieniądze do skarbonek ustawionych przy ruinach Zamku. Odzew na nasz pomysł był spontaniczny. Myślę, że dzisiejsze społeczeństwo, mimo że znacznie bogatsze niż wtedy, nie byłoby tak hojne. Wówczas powszechne było przekonanie, przede wszystkim wśród mieszkańców stolicy, że nie będzie pełnej odbudowy Warszawy, dopóki nie zostanie odbudowany zamek.