Przejdź do menu głównego | Przejdź do treści | Przejdź do wyboru wielkości czcionki | Przejdź do mapy strony | Przejdź do osób | Przejdź do wiadomości | Przejdź do wydarzeń | Przejdź do instytucji | Przejdź do wyszukiwarki wydarzeń |

Miasto Stołeczne Warszawa

Dziesiątki miejsc na poranne spacery
Szukaj Katarzyny
Rzeczpospolita, str. 16/Po godzinach, 05-12-2008, autor: Monika Małkowska

Anna Reinert "Gdzie jest Katarzyna?", Galeria Le Guern, ul. Widok 8, wystawa czynna do 23 grudnia

W Le Guern wystawa-zagadka: "Gdziejest Katarzyna?". Tytuł sugeruje, że mamy do czynienia z grą czy quizem. Zapewniam - nie warto szukać odpowiedzi na to pytanie. Po prostu Anna Reinert, autorka pokazu, nakłania widza do penetrowania detali kompozycji. Niektóre jej prace przypominają komputerowe aksonometrie - gęsta sieć niknących w perspektywie elementów, w których można się zgubić.

Młoda gdańska malarka (rocznik 1979) specjalizuje się w pejzażach nieprzyjaznych człowiekowi. Przejmujących grozą. Bezludnych jak po kataklizmie - nawet gdy są to widoki miast. Zimnych w kolorystyce, sprawiających wrażenie nigdy nietkniętych promieniami słońca i nieskażonych ludzkim ciepłem.

W Le Guern Reinert prezentuje nąjnowszą serię pejzaży. Obok miejskich panoram - oszczędne, niemal abstrakcyjne krajobrazy. Niekiedy motywy z płócien "wychodzą" poza blejtramy, rozciągają się na ściany. Nic dziwnego, że autorka przez tydzień niemal nie wychodziła z galerii: malowała murale.
Rezultat znakomity. Na jednej ścianie wznosi się niby-miasto. Puste szaro beżowe mury z zakłóconą perspektywą. Wydają się obce, niedostępne człowiekowi. Inną ścianę wypełnia czarny zygzak w bieli. To pejzaż przedstawiający asfaltową drogę wijącą się wśród ośnieżonych połaci. Ani w wymarłym mieście, ani w śnieżnym pustkowiu nie ma szans na spotkanie żywego ducha. Tym bardziej na znalezienie Katarzyny. Może więc Ania utopiła Kasię w tłumie widocznym na innym obrazie? W przeciwieństwie do gigantycznych murali płótna mają mikroskopijne wymiary. Trzeba prawie przytknąć nos, żeby zobaczyć detale kompozycji.

Najbardziej podobał mi się zbiorowy portret ludzkości ujęty z lotu ptaka. Człekokształtne mrówki rozbiegające się po płaskim, rozłożystym terenie. Nie wiadomo,gdzie są ani dokąd pędzą. Nigdzie śladu zabudowań. Jak okiem sięgnąć, betonowa pustynia. Figurki rzucają wyraźne, czarne cienie. Potęguje to wrażenie ciasnoty, pośpiechu, chaosu. I bezsensu.
Zabawne - z daleka liliputy wyglądają podobnie jak rzadko rosnące chojaki - motyw sąsiedniej pracy. A na następnym obrazie wzrok przyciąga... topielica. Twarz młodej dziewczyny majacząca pod taflą wody, obramowana śnieżnymi grudami. Trzeba przyznać, że to makabryczny pomysł na autoportret - bo Reinert odtworzyła własne rysy. A Katarzyny nadal nie ma.